Marcel część 2

 John mnie wkurzył. Kochałam go, ale czasami mnie denerwował, tak jak dzisiaj. Po prostu lubił wyśmiewać z takich osób jak Marcel, natomiast ja zawsze stawałam po ich stronie. Większość ludzi dziwi się, że jesteśmy już 1,5 roku. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Została mi jeszcze jedna przecznica, by dostać się do mojego ciepłego i przytulnego domku. Na moje nieszczęście zaczął padać deszcz. Dlaczego jak mam zły dzień, to pogoda musi też mi dopiec. Zaczęłam biec. Z oddali widziałam mój śnieżnobiały domek. Mój domek powitał mnie ciepłym wnętrzem. Bez żadnego wahania skierowałam swoje kroki do kuchni. Zaparzyłam moją ulubioną jagodową herbatę. Rozsiadłam się wygodnie fotelu i wzięłam łyk ciepłej cieczy. To był taki dzień, kiedy myślałam czy warto ciągnąc związek Johnem. Oczywiście, że go kocham, ale czasami mam wątpliwości. Czy on czuje to samo co ja. Marcel był całkowitym przeciwieństwem Johna. Był wrażliwy i chyba czuły. Takie odnosiłam wrażenie. Dlaczego to właśnie o nim pomyślałam. Chciałabym go lepiej poznać, ale przy moim chłopaku nie jest możliwe, a może. Jutro John ma sesje dla Vogue'a. Nie będzie mi mógł towarzyszyć w drugiej części sesji. Spróbuje wtedy go poznać. John nie zadzwonił. Nie zdziwił mnie ten fakt. Zawsze tak było. To ja muszę być tą, którą zrobi pierwszy krok, ale nie dzisiaj. On też chyba musi trochę się postarać. Przez 1,5 roku to ja zawsze szłam mu na ustępstwa. Koniec z tym. Coś we mnie dzisiaj pękłem. Wzięłam długą relaksującą kąpiel. Gdy, tylko znalazłam się w moim ciepłym łóżeczku. Sen przyszedł nagle i ukoił mnie. Poranek jak zwykle. Pobudka o 5,00. Poranny jogging. Śniadanie i sesja. Szło nam wyjątkowo szybko i sprawnie. O 12,00 mieliśmy przerwę na lunch. Nigdzie nie widziałam Marcela. I wtedy go ujrzałam siedział w kącie pomieszczenia z dala od innych. Wezbrałam w sobie całą odwagę i ruszyłam w jego kierunku.
[T.I]- Hej. Mogę- wskazałam wolne miejsce ręką
M- Pewnie- odpowiedział delikatnie się jąkając. Na jego policzkach zakwitłe słodkie rumieńce. Usiadłam spokojnie na krzesełku.
[T.I]- Jestem [T.I], ale to pewnie wiesz. Ty jesteś Marcel
M- Tak to ja. Chyba każdy wie kim jesteś- powiedział cicho. Był skrępowany, ale on naprawdę uroczy. 
[T.I]- Pewnie tak jest. Od nie dawna tu pracujesz. Nie kojarzę cie z wcześniejszych sesji
M- Tak. Dopiero od wczoraj. 
[T.]- Może byś mógł coś opowiedzieć o sobie. Jeśli nie chcesz to po prostu powiedz. Spadaj na drzewo głupia babo- oboje się delikatnie zaśmialiśmy. Chciałam rozładować napięcie i chyba mi się udało
M- Nie. No to jestem Marcel. Mam 21 lat. Urodziłem się w Holmes Chapel. To chyba wszystko.
[T.I]- Jakiej muzyki słuchasz- zapytałam z ciekawości
M- Wszystkiego. Co w padnie ucho. Od razu znajduje się na moim telefonie
[T.I]- Podobnie jak ja. John uważa, że tak głupio- zaśmiałam sama, ale to była prawda.- Nie mów mu tego.
M- Zabiorę tą tajemnicę do groby- powiedział z udawaną powagę. Lunch minął mi świetnie. Marcel jest świetnym gościem. Wesoły, umie słucha i jest cierpliwy. Jest kompletnym przeciwieństwem Johna. Po sesji w końcu mój chłopak łaskawie się odezwał. Umówiliśmy się na wieczór w pobliskiej restauracji. O 18,00 ubrana w biała zwiewną sukienkę przed kolano i czarne koturny. Włosy związałam w niechlujnego koczka. Zarzuciłam czarną marynarkę i wyszłam z domu. Zbliżałam się do restauracji. Musiałam jeszcze minąć dom Marcela. W trakcie lunchu dowiedziałam się gdzie mieszka. Byłam parę metrów, gdy zobaczyłam przystojnego chłopaka w czarnych rurkach i zwykłym czarnym t-shircie wchodzące do jego mieszkania. Co to do cholery znaczy. Zorientowałam, że stoję od dobrych kilku minut w jednym miejscu. Otrząsnęłam się i ruszyłam dalej. Moje myśli krążyły wobec Marcela i tego chłopaka dzisiaj.



Hejka przed wami drugą część Marcela. Mam nadzieję, że wam się podoba. Mi tydzień osobiście minął bardzo dobrze. Tydzień bez matmy genialne. Mam pomysł na partowca z Liamem. Może niedługo dodam pierwszą część, jeśli przezyję czwartek i wywiadówkę. Do zobaczenia. Mam teraz randkę z Wosem :*

Komentarze

  1. O JEJU TO JEST GENIALNE, ZARÓWNO PIERWSZA CZĘŚĆ (UPS, CHYBA JEJ NIE SKOMENTOWAŁAM) JAK I TA. POMYSŁ ORYGINALNY, SPODZIEWAŁAM SIĘ RACZEJ, ŻE BĘDZIE JAK ZAZWYCZAJ W IMAGINACH O MARCELKU, ŻE TO NAJWIĘKSZY KUJON I POŚMIEWISKO W SZKOLE, A TU PROSZĘ, ZASKOCZYŁAŚ MNIE POZYTYWNIE.
    DZISIAJ SIĘ NIE ROZPISUJE, BO JUTRO KARTKÓWKA Z GEOGRAFII, SPRAWDZIAN Z FIZY I LEKTURA DO ZALICZENIA, A NIE JESTEM NAWET W POŁOWIE. NIECH TE FERIE TRWAJĄ JESZCZE TYDZIEŃ ;-; MAM NADZIEJĘ, ŻE TEN TYDZIEŃ BĘDZIE DLA CIEBIE RÓWNIE DOBRY CO POPRZEDNI I MIŁEGO WIECZORU WE CZWARTEK. : )
    ELLA

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooooo fajny xD Mam do cb prośbe nie mieszaj imaginów jak na innych blogach bo potem sie połapać nie idzie xD Skończ z Marcelem a potem z Li ...ale to tylko moje zdanie xD A tak na marginesie to ten drugi chłopak to Marcel c'nie????

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga