Louis część 6

Tomlinson nie pojawił się u mnie w domu do końca tygodnia. W szkole jedynie przypatrywał mi się i warczał na każdego, który napatoczył się na jego drodze. Mi osobiście to nie przeszkadzało, ale jeżeli nie pojawi się w moim domu w poniedziałek punktualnie o 16,00 mam zamiar go wykreślić z projektu. Piątek nadszedł błyskawicznie. Wychodziłam spokojnie z budynku szkoły, gdy poczułam że ktoś łapie mnie za łokieć ciągnie z powrotem do wnętrza gmachu. Kątem oka zobaczyłam, że to Louis. Próbowałam się wyrwać, ale to na nic. Chwycił mój łokieć mocniej i zaciągnął do pierwszej lepszej napotkanej sali.
[T.I]- Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?!: Wykrzyczałam
L- A co ja niby takiego Ci robię?
[T.I]- Po pierwsze zaciągasz mnie do jakieś pustej klasy, po drugie i najważniejsze olewasz nasz wspólny projekt. Nie informując mnie o tym
L- A co stęskniłaś się za mną moja Panno Tajemnicza
Na jego słowa zareagowałam głośnym śmiechem, którego nie potrafiłam opanować oczywiście próbowałam.
[T.I]- Nie wiem co Ci odbiło ale nie jestem twoja i na pewno się za Tobą nie stęskniłam
L- To dlaczego dałaś się tu zaciągnąć co?: zapytał z tym swoim charakterystycznym łobuzerskim uśmiechem
[T.I]- Bo jesteś silniejszy ode mnie i nie udało mi się wyrwać
L- Nie stawiałaś jakiegoś wielkiego oporu
[T.I[- Więc po co mnie tu przywlokłeś: powiedziałam z obojętnością
L- Po to aby omówić nowe szczegóły naszego wspólnego projektu. Od poniedziałku spotykamy się u mnie o tej porze co zawsze. I to nie podlega żadnej dyskusji: i wyszedł tak po prostu wyszedł. On chyba zwariował. Odetchnęłam głęboko i wyszłam z klasy. Przecież nie tak się umawialiśmy. Wychodząc otulił mnie chłodni wiatr. Mimowolnie do moich oczu napłynęły łzy. Poczułam się słaba i jakbym była nikim. Zawsze ktoś podejmowałam decyzję, a raczej je zmieniał. Nienawidziłam tego. Dlaczego nikt nie zważa na moje dobro i widzi tylko siebie. Przecież ja też chcę być szczęśliwa, a nie jestem. Kiedyś marzyłam, że zjawi się dobra wróżka zmieni mnie jak zmieniła kopciuszka w piękną dziewczynę w pięknej sukni, która odnajdzie swoją drogą z księciem u boku. Otarłam szybko łzy i ruszyłam przed siebie. Szłam myśląc o wszystkim i o niczym. Szłam, tak ulicą nawet nie wiem ile tak szłam. Gdy spadła na mnie kropla deszczu. Moja głowa powędrowała w stronę chmur z którym zaczęło spadać o wiele więcej. Zaczęłam się głośno śmiać i kręcić się w kółko jak mała dziewczynka gdy nagle usłyszałam
L- [T.I] co ty robisz. Zaraz się przeziębisz: usłyszałam głos Louisa, który stał obok mnie w kapciach i t-shirtcie.
[T.I]- Śledzisz mnie ? Skąd wiedziałeś gdzie jestem ? : zapytałam
L- Mieszkam w tym domu: wskazał palcem na najbliższy dom: Chodź zaparzę ci herbatę i odwiozę cie do domu. Nie zdążyłam mu odpowiedź bo już ciągnął mnie w stronę domu
L- Poczekaj przyniosę ci jakąś suchą koszulkę będzie ci cieplej
Zniknął na krętych schodach. Jego dom ciepły, przytulny i wszędzie było pełno zdjęć rodziny Louisa a zwłaszcza jego razem z jego siostrami. Widać było, że byli ze sobą zżyci i się bardzo kochają. W głębi serca też pragnęłam takiej rodziny. Wydawało mi się, że znam chociaż trochę Louisa, ale widocznie się myliłam. Z zadumy wyrwał mnie głos Louisa
L- Mam dla ciebie koszulkę: powiedział cicho- Pierwsze drzwi na prawo
[T.I]- Louis dziękuje
I zniknęłam na schodach pogrążona w myślach. Kim tak naprawdę jest Louis William Tomlinson.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga